SłowariumSłowarium w pliku pdf do pobrania Pod wiatremKto wierszem wojuje ten idzie powoli wietrznie, nawet skaliście Przy tobie jestem elektryczna Idę i wierzę w igłę kompasu Możemy tak Iść aż do końca skali wojownicy poeci z plecakami pokoju (Ouessant, 2023)
Stopami, stopamiNic nie przeczuwając, przechodzą codziennie pod czeremchą, przechodzą pod gniazdem wron, przechodzą pod niebem, pod jemiołą, pod palmą na oknie. W studzience dudni. W uskoku cegły otwarły oczy małe zwierzęta. Coś oddycha w ścianie. Przechodzimy codziennie przy sobie, bark koło barku, biodro przy biodrze. W ziemi schował się grzmot. Tramwaj, zanim nadjedzie brzmi w szynie. Koronkowo śnione od krańca do krańca ono jest, ono się kalejdoskopi - nasze miasto chodzone. (Warszawa 2018/2023)
Zaniedbaniemjakieś procesje, sny, symbole pod moim oknem wieczorem i rano, Po obu stronach tej niespodzianej nowej szarości. Sąsiedzi na balkonie wywiesili białą flagę Czy jeśli teraz przyjdzie Anioł, przyjdzie miłość, przyjdzie Najświętsza Madonna, będziemy umieli poznać ich po krokach. chodnik jest ten sam co w ubiegłym roku te same szpary jak listy miłosne między nami z tych ulic a światem korzeni i mleczy Nie dorośliśmy znów do czegoś tam co wytyczyliśmy sobie kredą na drzwiach, (krwią na drzwiach) belką na wzburzonym morzu, mową, myślą, uczynkiem. Zaniedbaniem. Czy jeśli teraz przyjdzie Najświętsza Madonna w ślubnym stroju i rzuci w górę bukiet spienionych białych róż, czy będzie komu. (Warszawa, 2023)
Romanowi ŚliwonikowiNie ma go na Facebooku Ledwie hm Wikipedia Już w 1991 widział to co teraz nas zżera Patrzył w zawstydzeniu Na blask, na duszę, wiedział Gdzie przyklęknąć żeby całkiem nie opaść wolno, wolniej, wolność (Warszawa, 2023) LiniećChodzę, chodzę zostawiam kłaki z ego na kantach na zakrętach Coś chyba wiosna idzie (Warszawa, 2023)
1999W roku końca świata Staliśmy na środku jeziora, i patrzyliśmy w górę, gdzie ginęło słońce, Stało się ciemno jak w starych historiach. A potem zaczęły się ciurkiem Dziać te wszystkie rzeczy które się nie dzieją Superksiężyc stulecia co kwartał; śnieg w kwietniu, W dniu ślubu tsunami. Tylko nieodmennie - meteory ukazują się świętym i niebieskim ptakom. (Warszawa, 2023) EdypTo nie jest opowieść o miłości. Przede wszystkim nie o niej. Raczej o nikczemnych genach, o grawitacji drzew przodków, o tym, że nie da się przechytrzyć losu, nawet podstępnym brakiem świadomości. Sny wiodą w miejsca tęskne i bezludne ale nie zaprowadzą do domu. (Toulon, 2023)
Czarne aniołySiedzieliśmy w pokoju, za oknem spadały czarne pióra. O popatrz, mówię, popatrz popatrz pierzą się czarne anioły Jakiś świat zaczyna się znów Tak samo Szliśmy ulicą i za nami ktoś nagle złapał oddech jak człowiek co się budzi albo z przerażenia O popatrz, mówię, znów coś się zaczyna nie odpoczątku ale Od końca (Warszawa, 2023)
EdenKto powiedział że to miało być na zawsze Sami to sobie wymyślili Nie zauważyli że łąki, kępy, sosny, że grzyby, że jaszczurki Nie zauważyli że to wszystko było naprawdę (Warszawa, 2023)
Badania organizacji przyszłościWspółczesny Judasz inwestuje swoje ciężko zarobione srebrniki pije z kim trzeba co trzeba (nie, nie tamto - cicuta virosa, conium maculatum - jeden pies - dla luzerów) Inwestuje, w internecie czyta, promocja 8% rocznie już za 125 tysięcy lat będzie z tego talent. (Juvisy, 2023)
BógJestem Astronautą Wyłaniam się z pępowiną świata nad morzem mgławicy Jestem Kosmonautą Krążę po obicie patrzyłam patrzyłam I Widziałam Boga Grał w kości - nie ze mną - grał na skrzypcach jak we śnie Chagalla (Juvisy, 2023) Self made wo/man - krótki kurs neoliberalizmuIdealny neolibek bierze sam:a ze sobą ślub potem sam"a się ze sobą rozwodzi potem sam*a się uploaduje do chmury i sam'a się ubóstwia potem sam/a się zjada i sam;a się wydala Voila. sam<a siebie sprzedaje NA RYNKU i sam|a kupuje. (Juvisy, 2023) O korzeniachKorzenie drzew - sążniste Korzenie traw - sumiaste Grzybnie: smagłe, smukłe Korzenie snów - to one rozkręcają sprężyny łóżek Korzenie światła, podobne do bardzo cienkich strumyków zawsze płynących tylko w jedną stronę Korzenie cieni. O nich lepiej milczeć. I korzenie słów, które rosną wyłącznie w przerwach w dostawie czasu (Warszawa, 2023)
Ceci n'est pas une...To nie tupot kopyt słychać, To powracają oni, Hiperion, Mnemosyne porami Ziemi, kanałami, wydobywają się Fojbe, Okeanus Olimpijczycy opowiadają zwycięskie historie lecz stali się tak światli że zgubili imiona zostaje tylko język Ofiona Nie znika nic co się zaczęło Otaczamy się bezustannie rzeczami z ceną, lecz bez narodzin Spomiędzy nich Tytani patrzą na nas (Paris, 2024)
Nie pij wina z królemNigdy nie pij wina razem z królem Bo gdy król zobaczy jak przełykasz Pewnego dnia wyśle kata Z piekącym ostrzem pod twoją krtań. Nigdy nie smuć się razem z królem Bo gdy król zobaczy że łza cienkie w dół Pewnego dnia wyśle pod twoją twarz kata Z ołowianą kulą która cieknie szybciej. Nigdy nie pozwól królowi mówić do ciebie Cicho, o przyjaźni i stracie Bo gdy król usłyszy echo swoich słów może zrozumieć Że nie wszystko wypełnione jest czymś. Pewnego dnia przyśle do ciebie Kata z pustymi rękami. (Bayeux, 2024)
JaskółkaJestem dezerterem z każdej armii kulą w każdym płocie kwiatkiem przy każdym kożuchu dziurą w całym, butem w butonierce pierwszą jaskółką, która nigdy przenigdy nie czyni wiosny. Nie wyśpię się tak jak pościelę nie zbieram burzy Szukam, znajduję, gubię z mądrym, tak stoję, mówię merde (Warszawa, 2024)
WydziedziczeniKiedy ostatni będą pierwszymi, będziemy mieli mnóstwo nowych książek, mnóstwo wierszy, mnóstwo niespodziewanych projektów mnóstwo dobrych pomysłów które zawsze tu były, mnóstwo dobrych życzeń, mnóstwo podarunków które będą, które były zawsze łagodnie dawane, na zawsze, na dobre, na złe, nawet na to co teraz robi się z nimi Cisi, może nawet mówią lecz nikt ich nie slyszy, ci którzy zawsze są na bakier z władzą, ci którzy mówią merde, ci pozbawieni są tu - zawsze byli tak naprawdę wcale nie wydziedziczeni, wręcz przeciwnie (Warszawa, 2024)
Pani z nożycamiPowiedzcie Atropos, że już tu nie mieszkam, odeszłam, zniknęłam, nie ma mnie, że znów zaparłam się samej siebie. Nie zostawiam śladów. Ze wszystkich wylinek plotę torbę podróżną. Powiedzcie jej, że sława to zły demon, ale jest tarczą przeciwko Bazyliszkom zawiści. Nie mówcie jej, że zostawiłam lustra otwarte na oścież, niech patrzą w siebie aż do końca. Bez adresu i bez korony spadam, spływam z deszczem. (Warszawa, 2024)
CzasPod niebem wszystko ma własny czas: Epoka odkryć, Wojna stuletnia, Wieczne potępienie, Czas Apokalipsy, Pieciominutowy menedżer, minuta ciszy. Komety latają między czasami jak pszczoły, zapylają. (Warszawa, 2024) SamosiejkaW mieście z bajki o zaczarowanym w kamień królestwie mieszkańcom porodziły się dzieci. Nikt nie przyjmował porodów - niemowlaki wysuwały się spomiędzy kamiennych ud i wypływały wprost w klomby dziko porosłych parków i skwerów Dzieci dotykają płatków róż, chabrów, piwonii, rosną dziko. Nad nimi ptaki w dziobach niosą z lasu nowiny. (Warszawa, 2024)
ŻytniaCug warszawskiej ulicy, świergocą tramwaje, wlecze się rzeka asfaltowa, dzień dudni powszedni. I nagle staję pośród szumu zboża. Lekki podmuch przynosi Ona, Zrywa się (Sheffield 2017/Warszawa 2024)
Moja oberżaKto szedł tą drogą? Może Rimbaud i jego rozwiane sznurowadła? Kto siedział pod tym drzewem? Może Giono, kto wie co tam zobaczył w górze, wśród konarów? Kto drzemał na tej ławce? Może to Dalida, cała w skowronkach, choć, tak jak zwykle, smutna? Gwiazdy szeleszczą, szalik dał w długą, może unoszą go jakieś wiatry, może podąża za zielonym promieniem? (Juvisy, 2024) WeltschmerzPoszłam do ontologa mówię: panie doktorze mam zawroty głowy Nie mam nawet stu lat, a przeżyłam siedem generacji z czego pięć w ostatnich kilkunastu latach Nie jestem jaskinią, a przeleciały przed moim progiem dwie ery geologiczne Tę samą trasę przeszłam dwa razy: raz z rozbłyskiem, drugi raz starannie Nic tam nie było Ni celu ni drogi (La Rochelle, 2024) Interregnum 2Lato wymknęło się po angielsku. Tak się nie robi we Francji. Drzwi niedomknięte, jesień jeszcze nie przyszła. Jaskółki wciąż w niebiosach, w ogrodzie trzmiele, po jednej stronie drogi - szare rżysko po drugiej, żółte słoneczniki. Gwiazdy już pospadały. W strugach deszczu Van Gogh maluje z pamięci. On jeden wie, jak się nazywa to pora. (Tarascon-sur-Ariege, 2024)
Kąty RybackieKażda jadalna jest innego koloru: niebieska, różowa, zielona, żółta Wczasowicze FWP gromadzą się rano na śniadanie w swoich salach Dziecko upiera się, by co dzień jeść w innej - kaszka manna w każdej inaczej smakuje Dziadek uważa, że to świetny pomysł Przecież każdy odcinek drogi przez las jest całkiem inny - zieleń w lesie z dębami, i z samymi sosnami jest inna. Dzięki temu łatwo jest trafić nad morze. (Juvisy, 2024)
SzwabMiał 16 lat, stacjonował na strychu w ich domu. Musieli uważać na to co mówią. Ich miasteczko nie było spalone, bo stacjonowali. Codziennie pisał do mamy, Mojej babci pokazywał listy, mówił "Mutti” i uśmiechał się, smutno. Babcia przyciskała dłonie do fartucha, musiała je trzymać mocno, w ryzach. (Angouleme, 2024)
Niezbędnik żeglarzaGdy wypływasz z portu w Ajaja podróżuj lekko, jakby cię nigdy nie było. Jeśli wspomnienia, to wyłącznie takie których nie żal zostawić jest w próżni. Jeżeli smutek, to tylko taki który łatwo jest przełknąć, bez goryczy, który nie płonie w gardle. Szczególnie nie przyznawaj się do żadnej nadziei. Tam na lądzie oni muszą zwyciężać, muszą być cnót wcieleniem. Lepiej uważaj - gdzie mocny korzeń, tam gałąź też mocniejsza. I tak - nic z tego co koniecznie do ciebie nie należy. Nic, z wyjątkiem kompasu. (Warszawa, 2024)
WiecznośćNie ma gorszego nieszczęścia niż wieczność Trwa tak samo krótko a nie ma w niej za grosz kruchości Tej, która pozwala widzieć liść spadający na chodnik, zielony promień przed zgaśnięciem słońca, muchomora przy drodze, biedronkę na kwiecistej bluzce miejsce i czas w oku drugiego człowieka To, co jest nieskończenie mało prawdopodobne, a zarazem jedyne, co można zabrać dalej ze sobą (Warszawa, 2024)
ArgoNie jestem stąd i nie zostanę z wami Nie będę prochem, próchnem, wrakiem omszałym. Choć moje wiosła, mój dziób, moje boki kiedyś rosły w waszych świętych gajach, na stokach bogów. Może dlatego mówią, że jestem potworem. Płynę, podobno niosą mnie Nereidy, podobno tryskają wokół mnie delfiny, trytony pląsają, rybie ogony plotą się wokół fal, wykonują przepinki w wielkich muszlach, w których drży morze. Port Pagasa z którego wyruszam nie będzie moim docelowym portem. Nie oczekują mnie tam z szantami. Nie jestem stąd, nie umiem ani tego ukryć, ani ujawnić. Nie umiem dzielić się opowieścią mimo że w tak wiele w nich wbijam, wzbijam, kołyszę. Może głębia jest najistotniej potworna, między przechodniami, jedyna stała matematyczna. (Juvisy, 2024) Kino MoskwaPrzy tych lwach przechodziłam z szacunkiem Z imieniem w spadku po jednym z jej Bergmanów. Na czarno-białym zdjęciu w jasnym prochowcu dziewczyna z Czarodziejów W tym samym miejscu wiele seansów temu w świecie, który zszedł z afisza (Nancy, 2024)
Człowiek z koszykiemMignął mi kiedyś koło kas, nie wiem, co miał w koszyku Może pomidory, może mleko, - gazety? pewno nie, chyba, jak wszyscy, miał prenumeratę. Kilka lat później poszedł z żoną do kina, grali Braci Mozart. Tylko we dwoje, wracali do metra - stacja Radmansgatan. Nie spieszyli się, oglądali witryny, mieli blisko do domu. 5 minut, 3 przystanki. (Angouleme, 2024) Kino Eos w ŁowiczuJak co dzień stała za ladą gdy pojawił się ON najpiękniejszy mężczyzna jakiego w życiu widziała czyli nie bardzo długo - ale jednak, ci wszyscy aktorzy: John Gilbert, Bodo, Valentino, którego wciąż nie mogła odżałować. "Panienka sama te bułeczki wypieka?”, spytał. Odpowiedziała: "Nie, ale dla kawalera mogę upiec.” Dwa lata później wzięli ślub. Zrobili sobie dwa ślubne zdjęcia: wiejskie, w wełniakach, z całym orszakiem, i miejskie, tylko we dwoje jak z fotosów. (Breuillet, 2024) CzłowiekOto człowiek - powiedział bo właśnie zobaczył. Ta jedyna chwila, gdy nikt nic nie musiał; tylko oni dwaj i zupełnie pusty pokój. Historia została za oknem. Świat bez przeciwieństw. Dlatego ta myśl uderzyła go, i tak powiedział. A potem poszli, każdy w swoją stronę. (Thiais, 2024)
PrzeszłośćPodobno od przybytku głowa nie boli To dobrze, bo ciągle nam przybywa przeszłości I cóż począć z nią wszystką? Gdyby tak było można ze słonecznych lat zrobić przetwory na zimę Gdyby się dało przedestylować mroki w wino, i mieć zapas na drogę Gdyby było możliwe by wszystkie nieba młodości zszyć razem w wielki niebieski balon Wsiąść, polecieć tam gdzie zostały tamte marzenia (Thiais, 2024) Późny listopadW lesie Sénart spadają liście, coraz bliżej do wiosny, ptaki lecą raz na północ, raz na południe Najpiękniejsze poranki można znaleźć między mapami zaplątane w perz i dzikie poziomki, ale potem zrywa się ciemność - wszystko odpływa. Człowiek składa się z wody w czterdziestu pięciu procentach; cała reszta jest Odyseją (Tournan, 2024)
Ziemie OdzyskaneMój dziadek Stach chciał kształcić dzieci Mówił: Matka, zostawmy to w diabły, Jedźmy na ziemie poniemieckie, nasza najstarsza - Staszka pisze wiersze Babcia Julianna żegnała się, nic nie mówiła Bo co tu gadać Została ojcowizna: chałupa rozszarpana frontem, sad, gdzie powoli dojrzewały jabłka, gorejące krzewy malin i porzeczek w trawie poziomki Nawet psy nocą tam nie biegały - każde boże stworzenie wie, co to pole minowe (Warszawa, 2024)
Stacja SalomeaW Święta kolejka kończyła kurs po południu lotnisko cichło Cisza schodziła od pól, Na horyzoncie zdarzeń - Salomea Wtedy dom otwierał się na szepty i szelesty Małe zwierzątko sapało w ścianie, myszy szurały na szafie, na strychu, po deskach coś toczyło orzechy Podświetlone cienie zza okna wślizgiwały się między firanki Wtem - nagle drzwi - pokój spływał światłem trzeźwo, od góry i tylko pozornie milkła cisza - bo gdy spojrzę tam teraz, poprzez czas - tylko ona pozostaje, niezmiennie sprasza zza pól szepty i szelesty (Warszawa, 2024)
Fregaty na górzeŻaglowce na niebie z masztem z wiatru same sobie sterem i syreną Linie papilarne tamtych dni przechodzonych jak przewlekły bronchit Wszystko okazuje się blaskiem Jak cudownie nie wierzyć już w proste ścieżki nawet, jeśli najpierw trzeba zostać rozbitkiem (Vannes, 2024)
Poeci i kamieniedla Mariana Grześczaka Nigdy nie dość kamieni same się nie rodzą nie sieją, nie przędą Tak samo poeci Dlatego przydrożni poeci bratają się z kamieniami Czasami chwytają się meteorów jak skrzydeł wiatraka i ! (odlatują) (Le Palais, 2024)
SzronSzron na polanie w Sainte-Génevieve-des-Bois pasą się konie Unoszą czarne, błyszczące głowy pyskiem do lasu jakby nasłuchiwały Może to święta przechadza się między dębami może słyszą muzykę śniącego lasu korzeni, grzybni ukrytej leśnej harfy ( Saint-Chéron, 2025)
Pani JadwigaTym autobusem na pewno jeździła codziennie, do szkoły. Niedawno przystanek po niej. Razem mijałyśmy ulice - niektóre z inną nazwą i park, gdzie wycięto drzewa. Kiedyś powiedziała, że widok martwych drzew jest dla niej straszny - bo wojna Niedawno na boisku jej szkoły też cięto i grodzono. Dobrze że nie doczekała. Więc kiedy tak jechałyśmy razem poprzez warstwy czasu nic nie myślałam do niej o drzewach Tylko że wszystko, co do słowa na jej lekcjach było prawdą. Myślałam: nasza Warszawa kwitnie. (Juvisy, 2025)
AnthroposWychodzę na balkon Mruga do mnie gwiazdka z nieba -370,45 stopni Celsjusza, 2,7 Kelvina między nami, Mrugam z powrotem Świadomość zamarza w 15 sekund (50 mrugnięć) ciało mniej więcej w ciągu doby Nic nie przewodzi ciepła W przestrzeni kosmicznej nie ma unoszących się ciał Istoty ziemskie zawsze wracają umrzeć na Ziemię Co 10 sekund mrugamy oczami Gdybyśmy tylko mogli od czasu do czasu rozświetlić ich ciemność (Juvisy, 2025)
Teofil patrzy jak płonie bibliotekaOn tylko dokończył dzieła po tamtych: pierwszy, bo ważna wojna, biblioteka po prostu była za blisko portu Drugi, bo kryzys, ot, szkoda uboczna Teraz on, taki moment w historii, do trzech razy sztuka, nieważne. Zaprosił tłum z pochodniami Stoi i patrzy: ni Neron ni Herostrates. "Starał się okryć hańbą pogańskie misteria” Ci, którzy nie wiedzą, co czynią zostają na zawsze niewinni sprzątający po Bogu ten nieznośny nieporządek istnienia. (Warszawa, 2025)
Small stepAtrament, nie zawsze sympatyczny; zawsze magiczny. Pióro, jeden zryw człowieka ku skrzydlatości ? (Warszawa, 2025) Alpinistka i jej pies, Jura CzęstochowskaSzczęście jestem snem widzi się tylko jedną rzecz za jednym razem Pies, w którym wzbiera rezonans z księżycem smukła przyjaciółka jak anioł w skale niepoliczalność, bezbronna Trwa zielona, bezwarunkowa jestem wiosną mam kwiaty we włosach moja ręką wygasza prostopadłość (Warszawa, 20225)
Efekt kozy
Zapraszali Częstowali Zostawiali na stole Pyszne książki Banknoty w kieszeniach Podtykali dywany Wyszywane narzuty Potem nagle: precz won Z powrotem do bydląt Co za powrót? obora już nie ta sama (Warszawa, 2025)
Prima!Czy w nowiu pan Twardowski popija nowe wino? Czy nowy sezon zaczyna toastem za nowych przyjaciół i czy przepija do koguta? Czy mówi: teraz, mój kumie kurze, na drugą nogę? (a kto wypije za pierwszą??) I czy kogut mu na to: prima, kumie, prima (Warszawa, 2025)
PięknoWarto żałować róż bo ich zapach potrafi przypomnieć popołudnie w ogrodzie gdy nikt się donikąd nie spieszył Warto żałować wina, kobiet, śpiewu, bo tak rodzi się poezja nie w bólach, lecz w majestacie Warto żałować niegdysiejszych śniegów bo chrzęścił pod stopami dodając sprężystości zwyczajnemu stąpaniu Jeśli żałować, to tylko tego co może wiosną zakwitnąć, zaiskrzyć zimą (Warszawa, 2025)
PoezjaOd niepamiętnych czasów spierano się czy poezja znajduje się w butelce czy raczej w lampie Czy jest jak koncert życzeń czy raczej glejt żelazny Czy w duszy gra i czy dusza to cymbał brzmiący czy raczej sala kina Moskwa gdzie chłopcy w lekkich płaszczach i dziewczyny w sukienkach z huraganu chowają się przed dniem ostatecznym oczywistości (Warszawa, 2025)
KatedraDługo budowano katedrę Były sny i wzgórze różne kamienie, zmieniające się plany, pokolenia, wypadki przy pracy Były reformacje, wojny, rewolucje, troskliwe dłonie konserwatora Byli książęta, turyści kupcy w świątyni. Kiedy katedra płonęła ludzie ze wszystkich krajów płakali: Czy odbudowa jest możliwa? A przecież katedra jest tym czym była zawsze: miejscem, przez które czasami przechodzi światło (Warszawa, 2025)
WierszeWiersze chodzą górą i doliną zuchwale zygzakiem Włóczą się, piją wieczorami, walają się po różnych drogach Schrödingera Gdy spotkam wierszyk, choćby nawet tyci pójdę drugą milę, oddam wszystkie mapy, za jedno hic sunt leones. (Warszawa, 2025)
Do starych wajdelotówCo z jaskółkami które nie uczyniły wiosny? Z wajdelotami bez sławy choć nie bez powodu Inkantacje dzieciństwa do gorejących krzaków porzeczek ni wróżby z lotu pierwszego motyla nic nie pomogą Parowóz dziejów już nie pojedzie, wypadł z rozkładu Poza tym ten pociąg dzisiaj jeździ na skróty i raczej nie jest mu po drodze w przyszłość wajdelotów Dla nich zostają miejskie podwórka pełne łaski bzów i, jak zawsze, komety - jaskółki kosmosu (Gniezno, 2025)
MuzykaChłopaki grały na gitarze dziewczyny nosiły nutki wiatr wiał za każdym razem z innej strony Każdy kolejny utwór z magnetofonu wieczorem był pełen proroctw na całe życie Z papierosami w ręku młodzież - pielgrzymi gwiezdni - ruszała w świat unosząc szum sznurowadeł Człek myśli, że ma pod kontrolą a tak naprawdę to go nosi (Gniezno, 2025)
Lato miejskich ptakówBezwzględnie trzeźwy maj; Tęsknię, wypatruję Jaskółek, bo do nich należy niebo niebieskie, Wróbli czujnych w zaroślach, Bogatek pełnych uniesień, Szpaków szampańskich, Autostopowiczka lata, macham Jerzykom, czekam na czas, kiedy drzewa sypią przechodniom nuty; kiedy lato zaprasza: Cała Warszawa śpiewa z nami (Warszawa, 2025)
RozdrożeNa rozstajach dróg straszył diabeł. Plątał języki za tych co na morzu, dudnił w studniach, gwizdał koło domu Diabeł nie mówił dzień dobry, nie wchodził w szczegóły kradł po jednym bucie Lubieżny był, diablo nieroztropny Ale odmieńca nigdy, przenigdy nie odtrącił. Inaczej, niż dobrzy ludzie. Teraz, gdy diabła już nie ma cóż nam zostało (Warszawa, 2025)
|