Skapywanie nocy

 
 

Matematyka i poezja

Matematyka jest poezją,

ale poezja nie jest

matematyką.

Kto to powiedział: czy doktor Jekyll

czy raczej Mister Hyde?

Kto słuchał? czy była to

boska Greta, czy raczej

Greta, siostra Hansa,

(który zajadał się

właśnie pierniczkami)?

Więcej wina! a może - Więcej światła?

krzyknął ktoś z sali.

Może to był Rimbaud.

A może Nieskończoność.

(Lyon, 2025)


 

Oneirorealizm

Sen-kucharz, pozostawia

duszę odkrytą, pozwala

jej zgęstnieć; Nie mogę

zdążyć na pociąg, wsiadam

w następny, jadę gdzieś indziej.

Ktoś znów kradnie mi portfel,

gdzie były wszystkie

dokumenty; muszę

wsiąść do pociągu, muszę,

gdzieś zdążyć. Czasami sama

wzbijam się w stratosferę,

powietrze jest idealnie

różowe, przejrzyste,

(Nie mam imienia.)

W eleganckiej sali, przy długim stole,

po krótkich końcach siedzimy -

przyjaciel i ja. Jemy razem obiad.

To białe wino w eleganckich kieliszkach

jest bardzo smaczne.

W czuwającym świecie dzieli nas

więcej niż tysiąc kilometrów,

ale redukcja odparowuje

wszelkie: tu i tam.

(Clérmont-Ferrand, 2025)


Gaskońskie wino

Jastrząb kołuje

wysoko, coraz wyżej

nad środkiem świata

obok którego stoi

kieliszek

pełen białego gaskońskiego wina

Znajduję słowo

którego mi

było trzeba.

Jastrząb

Spada jak wachlarz.

(Niaux, 2024/ Millau, 2025)

 

Człowiek w drodze

Jestem dezerterem z każdej armii,

kulą w każdym płocie,

dziurą w każdym całym.

Kwiatkiem u kożucha

pierwszej jaskółki.

Jednak - mimo to - idzie wiosna.

Nie wyśpię się jak pościelę;

Szukam, znajduję,

gubię z mądrym;

We śnie przesiadam się

ciągle między różnymi środkami transportu,

Co powiem, kiedy spytają

kim jestem?

Ja, człowiek w drodze

Poeta na rezydencji

w stajni Augiasza

(Lyon, 2025)


 

Modlitwa

Matko Boska jaskółek

i szarych gołębi, módl się

za nami, którzy,

z konieczności albo dla korzyści,

planujemy wszystko kilka kroków naprzód.

Widzimy dalej tylko z czubków

naszych wież, które sprowadzają na nas

pomieszanie; Módl się za nami

Matko Boska - nie tak jak my się modlimy,

ani w języku litanii,

ani aniołów; W ogóle

w żadnym języku

Ale tak, by droga

była strzelista

(Grau du Roi, 2025)


 

Kamień na końcu świata

 

Kamień na skraju wyspy

wokół wiatry uwiły

ze słonej piany gniazdo

Chmury spod ziemi

unosząc się przedstawiają

wersje świata

tylko raz przez stwórcę

dotknięte,

odrzucone

Człowiek patrzy, widzi

niebo pod stopami

Mówi:

świat się kończy,

To tylko szept, ten

którego nie będzie

(Warszawa, 2025)

 

Chmury

Chmurę na kolację!

do tego

kieliszek białego, wytrawnego,

może być muscadet.

Pójdę w dal, przed siebie,

moje stopy płaskie

od dźwigania bryły

świata. To już tyle lat.

Nad Kantem niebo gwiaździste;

nade mną:

chmury, chmury,

znad Skandynawii, znad Sheffield,

znad tylu marzeń o tym, co być może,

i znad miast

ze snów o autobusach

które jadą gdzieś, w diabły.

Nie ja, nie ja, to one

w coraz dalsze dale.

(Juvisy, 2025)

 

Fajka

Georges Brassens w kawiarni jesienią

na zewnątrz spadają liście

czasoprzestrzeń w winie

czerwienieje, przechodnie

przyspieszają

w posuwistych butach

Przy mikrofonie muzyk

wspomina jak w barach

paliło się fajkę

Tymczasem,

wino smakuje tak jak kiedyś

Poeci, jak w filmie Sachy Guitry

wciąż między nami

jednak

bez fajki

(Juvisy, 2025)

 

Rozdroże 1979

 

Spadały gwiazdy, garściami

sypały się do okien

Miałyśmy po 16 lat

i świat był pełen nocy.

Gwiazdy zamarzały

na stykach szyb.

Popielniczka na skraju

świata, chybotliwa

łódka między nami

pełna wróżb i dziwnych znaków.

Będziemy

w drodze, jak ogoniaste komety,

będą nam patrzeć w oczy

syreny gwiezdne, będą z linii

naszych dłoni wróżyć, a my

będziemy

żyć miłością i

niedopowiedzeniami.

Zanim świat się skończy

napiszemy wiersze które

rozpalą serca rybaków.

Ognista popielniczka

między nami,

Przed nami

milion lat świetlnych nicości

o nas,

bez nas.

(Juvisy, 2025)

Tokaj

Zabierała nas do kawiarni Tokaj

przy Marszałkowskiej; miałyśmy

po tyle lat ile mają teraz

moi najmłodsi studenci.

Mówiła: pijcie wino

dziewczęta; Mówiła:

prenez tout au sérieux,

rien au tragique.

Wino letnie miodowe,

światło w poprzek dnia:

papieros clair-obscur.

Mówiła: Pijcie wino,

pielęgnujcie już teraz zmarszczki-śmieszki,

zawsze bądźcie na skraju,

bo widok stamtąd

najszczerszy

(Juvisy, 2025)

 

Litania Różycka

Królowe straganów

pomidorów dorodnych, antonówek

i laurowych liści

Odaliski bujnych nowalijek

Papieżyce rajskich jabłoni

Jak żyć

bez waszej łaskawości

bez bułek z serem, bez herbaty

z pękatego bidonu,

Pani kochana,

pani złota. Jak dla pani

pół ceny - sam sok.

Cesarzowe bazarów, dla was

na zawsze

jestem Persefoną, dla Was

co roku

czekam na wiosnę

wiedząc, że przyjdzie.

Wy znacie cenę jabłek

samego Boga.

O, Kariatydy bazarów,

świat może kończy się skowytem,

ale wy wiecie, że to tylko

pies ogrodnika.

(Juvisy, 2025) 

 

Nauczyciel i uczeń patrzą na morze

Nauczyciel i uczeń patrzą na morze

Patrzą na poetę patrzącego na morze

Patrzą na obraz z poetą patrzącym na morze

Żaglówki płyną na wschód

wiatr lekki, zachodni

Uczeń już wie

jak wejść dwa razy do tej samej rzeki

Nauczyciel już wie jak potem

trafić z powrotem

(Cherbourg, 2025)

 

Śląsk, kiedyś

Pociąg wjeżdża

w swój żywioł;

Iskry i stal, noc

pełna mgły; Obietnice

ogromnej jasności

gdzie każdemu

wedle swej pracy

Pod ziemią mam ogródek -

mówił, śmiał się oczami

Wiedziałam, że on kłamie,

że mówi świętą prawdę;

Ona, w czarnej ziemi

sadziła lilie polne

A na ziemi był pokój,

kuchnia, stół,

na stole herbata

Dom śląski zbudowany

z solidniejszej gliny,

Tu ziemia drży -

człowiek nigdy.

Nawet anioł śląski

mniej pański.

(Warszawa, 2025)

 

Meteoryt

dla PK

Szczególnie lubił spędzać czas

patrząc na wodę

lub w niebo. Na dachu

bloku postawione krzesło,

stamtąd dobrze widział

jak rosną korzenie

w głąb kosmosu.

Jego mapy zaczynały się tam

gdzie kończą inne.

Kiedyś na pustyni

znalazł meteoryt.

Jego serce biło mu w dłoni.

On jeden wiedział co robić,

gdy znajdzie się podlota

meteorytu.

(Groix, 2025)

 

Pani Nina

Zawsze czekała

na nasz dzwonek

blond kok, oczy w jaskółki

Na stole papierosy i karty

Spełnienie marzeń,

wielka miłość,

ciasteczka z różą

Hojnie obdzielała nas,

zmarznięte nastolatki

według królewskich potrzeb

 (Groix, 2026)

 

Tanecznice

Pracowały w piekarni

u Sztajnerta

Codziennie wstawały

wcześnie rano, wcześniej

niż na wsi do krów

W nocy w pokoju na dole

rosło ciasto; Piekarz

zabraniał podnosić głos

bo chleb jak rośnie

lubi spokój

Cały tydzień zapach upojny

i można jeść do syta

Dobrze jak u piekarza

pracują panny rumiane

Przed niedzielą -

wszystko inaczej

Panny wdziewają bielunki, wełniaki,

w garść trzewiki, na drugą wieś

idą jak w dym,

do tańca.

(Choisy-le-Roi, 2026)

 

Ciocia Stasia

Lekkim krokiem

jak nigdy

chodziła na wesela

Odświętna biała bluzka

kolczyki od bratowej

"Pani Stasiu,

prosimy o wiersze”

mówili młodzi

Wtedy ona wyjmowała

zeszyt w kratkę

muzycy odstawiali instrumenty

Jej spracowane w polu ręce

podawały rytm

zwyczajne wiejskie strofy

jak letni wieczór

łączyły serca

Poetą się jest

Wszystkim innym się bywa

(Juvisy, 2026)

 

Chłopaki ze Źródełka

W Café Źródełko stado marzycieli

Na grzbietach szare prochowce

w garści marlboro,

wieczorami piją co popadnie

W każdej chwili można tu przyjść,

pogadać o Bergmanie. Kiedyś

pobili się o Stachurę

- poszło na noże

Od tej pory

wszystko się stało jaskrawsze

Lepiej się w nich nie zakochać,

źródło jest nieme.

(Étréchy, 2026)

 

 

Nauka jazdy

Pożyczony skuter

Zrywa się do lotu

Rozpościeram skrzydła

Wszak zielony płaszcz

Wiatrem podszyty

Lecimy w przestrzeń

Patrzę z góry:

Las, dziki, ptaki

Anioły

Stratosfero, jakaś błękitna!

Jak skandynawskie sny

Szesnastoletnie

I potem - trach!

Ja i skuter, razem, spleceni

Bo takie jest prawo

Ale tam zostały

Moje skrzydła

(Juvisy, 2026)

 

Wolna Grupa Bukowina

W pociągu spotykam

Muzyków, wracali z z Bieszczad

mieli walizkę pełną jabłek.

Dzielili się ze mną

Przez całą długą drogę grali

i śpiewali piosenki

o górach, niebie, rzekach.

Jadłam jabłka, świat migał

za oknami, nie myślałam, że czas mija,

Bo wtedy nie mijał,

To przestrzeń mijała.

W innym wymiarze wciąż jestem

w tym pociągu.

(Warszawa, 2026)

 

Moje miasto utracone

Szukam, nie znajdę

Mojego miasta tu już nie ma.

Ale jednak

wśród rozsypanych drobin,

w tych szczegółach

nie siedzi Diabeł.

Tam siedzą aniołowie.

Od środka

szczegółów głaszczą

odchodzące światy,

obejmują je

patrzą w oczy tym,

którzy je noszą w sercu

(Warszawa, 2026)

 

Miliony

Osoba neolibkowa inwestuje za miliony

od 10 do 13.20

o 11.10 uwiera xx zaimek

wychodzi z teamsów

odpala chata

zaciąga sie chatem

Wraca freelancuje

i asap

inwestuje za miliony

(Warszawa, 2026)

 

Koniec marca, tajemnica światła

Ludzie którzy się dawno nie widzieli

może od urodzenia

Chodzili tędy i owędy, żałowali

że tak bardzo

nie potrafią Żałować róż

Czasem wystarczy Haust

przebiśniegów i skowronków

wiosna bez wahania

obiecuje wieczność

pokutującym; Dla niezaistnień

pozostaje jałmużna pamiętania

Powoli idą Święta dzieci za burtą;

Po nas choćby jesień

(Warszawa, 2026)

 

 

Laurowy plaster na dupę

Czy poeta to ten kogo

lajkują i sypią nagrody pod nogi

kto pisze strofujące strofy

koniecznie o dzieciach

z nieskalanego świata Media Marktu

Czy może ten co pisze ku chwale

grantów o tym jak

Ejajka szła do wojska

i śpiewała cała Polska

Gdybym była muzykiem

na przykład z dudukiem

nie musiałabym pytać

Ale jestem tylko poetą dzikim,

samozwańczym

(Warszawa, 2026)

 

Zdrowie

Jak spędzać czas

z powiek; jak przecierać

oczy by widzieć jasno, w zachwyceniu.

Tak chciałoby się wziąć

kurs na zachodzące słońca

wszystkich naszych najszczerszych

wieczorów.

Dlaczego dni

nie dojrzewają jak gruszki

na ciepłym parapecie,

tylko bez śladu odpadają jak cienie

ze ścian.

Gdyby był taki kielich

w który by można nałapać

spienionej wiosny, to

wypilibyśmy do dna

za zdrowie

(Warszawa, 2026)

 

Następna stacja akt strzelisty

Raz w roku nawet stary

dąb jest młody

Liściem, mową, uczynkiem.

Misteria rozkwitania mleczy,

bzów i topoli płyną osiedlami;

majowa Maria wabi

ptaki, także

jaskółki.

Nawet po zimie

statystycznie zasadnej; zawsze oboje:

Ona

i Diabeł, towarzyszą przy

narodzinach

 

(Warszawa, 2026)

 

Astrofobia

Trzeba mieć oko na gwiazdy

tak szybko spadają

i nie wiadomo gdzie

się wysieją

To Kosmos wzywa

Podobno próżnia pachnie

pieczonym bekonem

mnie ślinka nie leci - jestem

roślinożerna,

Siedzę w trawie z królami

w mleczowych koronach

upojnie, się

Uziemiamy

(Warszawa, 2026)

 

Śliwka w czekoladzie

Każda rzecz, dotknięta z miłością

staje się jej przewodnikiem

Działa nawet w próżni

Garść cukierków na drogę wystarcza na długo

codziennie dotykam, w razie potrzeby

zdejmuję sreberko, jedna dawka

przywraca słońce

(Warszawa, 2026)

 

Warszawa, Wola, 24 maja

Już jest wpół do dziesiątej

tak bardzo

tak strasznie cię lubię

niebo nadal nieciemne

jaskółki

pod powiekami

powidoki bzów i obietnic poziomek

Przez cały rok uczciwie

czeka się na te

ekstatyczne płomienne

szturchnięcia

przypominające o tym że

wieczne lato

(Warszawa, 2026)

 

Warszawa

Żal róż

żal pereł

żal świń

Z Warszawy jak zwykle została Praga

Odkąd zaczęto wieszać bandery

marynarki, warszawskie mewy

nad osiedlami widzą morze

Przy drodze lipy dają

schronienie przed kosmosem

Po kępach traw stąpam ostrożnie,

stale od siebie się oddalają

Jedynie warszawskie słońce

nie wstrzymane, choć

Ziemia poruszona;

Jałowa.

(Warszawa, 2026)

 

Lato

Pory roku jak

nieodwzajemniona miłość,

A potem przychodzi lato

I już żar w żyłach

miód spływa z nieba,
błyskawice dziewanny,

porzeczki pełne światła,

powietrze pachnie Pieśnią nad Pieśniami,

hormonalny strzał floksów wieczorem

i pomidory pełne obietnic

Wtedy mogę uwierzyć że dla mnie

właśnie dla mnie

ogłoszono

amnestię od czasu

(Warszawa, 2026)

 

Ręce

Ręka szlifierza jak dom

Ręka baletnica, przeszło

sześćdziesiąt lat temu

wytańczyła nóż, nadal

doskonale trafny w mojej ręce

On i ja: ręka w rękę spotykamy się

przy krojeniu chleba

po obu stronach dzielącego światy

ostrza które stworzyła

inna Ręka

(Warszawa, 2026)

 

Kwantowa przepierka

(dla Andrzeja Zawiślaka)

Widziałam przejazd metrem do pracy

jak wyskoczył z szyn

i już byłam na miejscu

lekko potargana

Widziałam tygodnie jak uśmiechy

z niejasnym kompletem zębów

niby wszystkie dni były ale

nieostro

Robiłam kwantowe przepierki

kwadrans wirował dobre

pół godziny

Dokąd idzie cały ten

czas niezużyty

Czy na jakiś recykling

Czy prosto do nieba

(i tam czeka na nas, oby

cierpliwie)

(Paryż, 2026)

 

Wiarołomni

wszystko jest dobre, dzień jest dobry, noc

dobra. Siedzi okrakiem

na gałęzi, zarzuca skórkę.

Lecz jednak, w gruncie rzeczy,

każdy wiersz pisze się do Boga,

do rozmów przerwanych, do osób

szemrzących na deszczu,

Wiarołomnym nie łamie się kości.

I, w gruncie rzeczy, łaską jest

móc pisać do

widmowych poetów,

oni nie przędą i nie zbierają

W świecie gdzie nikt nie wie co robi

trzeba wypłakać Boga

(Juvisy, 2026)

 

Anthropos


Dlatego człowiek zaczął

chodzić na dwóch nogach

by zrzucić z siebie kostium małpy


Wyprostowany jak trzcina

Anthropos - oczy w gwiazdach,

pazury w błocie


Reszta jest kwestia równowagi 

(Pezenas, 2026)

 

 

 


 
 

Back to previous page

Back to Index